„Nie chcę, żeby sztuczna inteligencja myślała za nich”
Inżynier AI po trzech tygodniach w szkolnej klasie. Oliwier Szypczyn od września raz w tygodniu zamienia biurko inżyniera na szkolną salę i uczy pierwszoklasistów tego, z czym sam zetknął się dopiero na studiach.

We wrześniu w Zespole Szkół Licealnych i Technicznych nr 1 w Warszawie, przy Wiśniowej, ruszyła pierwsza klasa nowej ścieżki kształcenia technika programisty. W siatce godzin pojawił się przedmiot, którego nie znajdziecie w podstawie programowej: „Wstęp do AI”. Tokenizacja, embeddingi, temperatura modelu, prompty, lokalne modele uruchamiane na szkolnych komputerach, serwer MCP, a na koniec projekt budowany w parach i oddawany przez GitHuba.
Przedmiot prowadzi Oliwier Szypczyn. Na co dzień nadal pracuje jako inżynier AI. W każdą środę zamienia jednak pracę przy projektach na pracę z pierwszoklasistami.
Rozmawiamy po trzech tygodniach zajęć. Emocje pierwszego dzwonka już opadły, uczniowie zdążyli poznać podstawowe pojęcia i narzędzia, jednak to wciąż za wcześnie na dalekosiężne wnioski. Ale wystarczająco długo, żeby zapytać Oliwiera, jak wygląda szkoła z perspektywy inżyniera AI i czego właściwie można nauczyć młodych ludzi o technologii, która sama zmienia się z tygodnia na tydzień.
W każdą środę rano zamieniasz pracę inżyniera AI na pracę nauczyciela. Skąd w ogóle pomysł, żeby połączyć te dwie role?
Motywacji było kilka. Jedną z pierwszych rzeczy, która przychodzi mi do głowy, jest to, że moja mama jest nauczycielką. Sam też miałem kiedyś takie zapędy. Po maturze udzielałem korepetycji z fizyki i matematyki i całkiem dobrze mi to szło.
Do tego jestem świeżo po studiach, więc dużo wiedzy wciąż mam w głowie. Niedawno przygotowywałem się do obrony pracy inżynierskiej i powtarzałem mnóstwo różnych tematów. Pomyślałem więc, że warto tę wiedzę wykorzystać.
Był też bardziej praktyczny powód. Na co dzień dużo czasu spędzam przed komputerem, pracując przy biurku. Chciałem trochę ruszyć się z domu, zrobić coś proaktywnego, wstać od biurka i pojechać gdzieś, gdzie będę mógł zrobić coś zupełnie innego.
Czyli nie była to od początku przede wszystkim potrzeba pracy z młodzieżą?
Nie powiedziałbym, że to pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy. Ale jeżeli przy okazji to, co robię, może być społecznie pożyteczne i mieć jakiś wpływ na młodzież, to oczywiście jest to duży plus.
Jak wygląda Twoja typowa lekcja od dzwonka do dzwonka? Co dzieje się w środę rano, kiedy pierwsza grupa wchodzi do sali?
Najpierw uczniowie przychodzą, siadają i sprawdzamy obecność. Potem pytam, czy mają jakieś pytania do poprzednich zadań albo lekcji. Następnie jest zazwyczaj krótka część teoretyczna: wprowadzamy jakieś zagadnienie, a później przechodzimy do zadań.
Każdy uczeń odpala komputer i wykonuje przygotowaną instrukcję, żeby skonfigurować swoje środowisko pracy. Zwykle pod koniec lekcji wykonujemy jakieś ćwiczenie.
Czyli struktura jest dość klasyczna: trochę teorii, a potem praktyka. Ale podejrzewam, że właśnie ta druga część najbardziej różni Twoje lekcje od typowej lekcji informatyki.
Staram się prowadzić zajęcia tak, żeby teorii było tyle, ile potrzeba, ale przede wszystkim stawiam na praktykę. Chcę, żeby lekcje były interaktywne i wymagały od uczniów pewnej kreatywności.
W pracy z innymi inżynierami zakładasz, że mają podobny poziom wiedzy do ciebie. Na zajęciach trzeba znacznie więcej tłumaczyć. Przekaz wiedzy jest dużo większy, więc tych dwóch rzeczy nie da się bezpośrednio porównać.
Jednocześnie staram się przekazywać wiedzę w taki sposób, żeby później można było wykorzystać ją w praktyce, tak jak ja wykorzystuję ją w swojej pracy.
Czyli nie chodzi o zasadę: „macie zadanie, wpiszcie je do ChatGPT i przynieście odpowiedź”.
Właśnie nie. Chcę, żeby sami coś wymyślali. Na przykład generowali zdjęcia na podstawie własnych pomysłów albo eksperymentowali z tym, jak różne teksty wpływają na liczbę tokenów.
Ostatnio wrzucali własne produkty do tokenizerów i sprawdzali, ile tokenów zajmują. Szukali też na przykład emoji, które daje najwięcej tokenów na jeden znak.
Chodzi o to, żeby nie tylko korzystali z narzędzia, ale byli ciekawi, jak ono działa.
A sami uczniowie? Po tych pierwszych trzech tygodniach masz już jakieś obserwacje dotyczące tego, jak podchodzą do sztucznej inteligencji?
Bardzo różnie. Jest mniej więcej 10–15 procent uczniów, którzy bardzo swobodnie czują się ze sztuczną inteligencją i różnorodnymi narzędziami, są naprawdę biegli i wyraźnie odstają pod tym względem od reszty klasy.
Jeżeli chodzi o podstawowe korzystanie z chatbotów, to myślę, że młodzież jest już do tego przyzwyczajona. Dla większości samo używanie czatów jest intuicyjne i powszechne.
Natomiast połączenie AI z programowaniem to już coś innego. Tutaj powiedziałbym, że nadal jest to raczej domena tej mniejszej grupy. Myślę, że dla większości uczniów takie połączenie jest czymś nowym.
Czyli fakt, że młodzi korzystają z ChatGPT, nie oznacza jeszcze, że wiedzą, jak wykorzystać AI jako narzędzie programistyczne.
Dokładnie. Trzeba też pamiętać, że to pierwsza klasa technikum. Oni dopiero zaczynają programować. Sam, kiedy byłem w pierwszej klasie liceum, praktycznie nic nie wiedziałem o programowaniu. Dlatego wcale się nie dziwię, że oni też jeszcze nie czują się w tym swobodnie.
W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się obawa, że AI sprawi, że młodzi ludzie przestaną myśleć samodzielnie. Ty jesteś teraz w klasie i możesz obserwować to z bliska. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?
Rozumiem tę obawę. Sam przeszedłem przez cały system edukacji i widzę, jak pewne sposoby nauki potrafią człowieka trochę „odmóżdżyć”.
Ale mam wrażenie, że ci uczniowie dopiero wchodzą w ten świat. Nie są jeszcze na etapie, na którym używają AI absolutnie do wszystkiego. I właśnie dlatego może być to dobry moment, żeby od początku pokazywać im, jak korzystać z niej świadomie, jako z narzędzia, które pomaga w nauce, a nie zastępuje własną wiedzę i myślenie.
My zaczęliśmy mieć z AI szerszy kontakt dopiero na studiach. Oni spotykali się z nią już w szkole podstawowej. To oznacza, że możemy zrobić dla nich coś, czego nam trochę zabrakło: od początku pokazać im, jak korzystać z tych narzędzi z głową.
Czyli kluczowe jest nauczenie ich korzystania z AI, zanim sami wyrobią sobie złe nawyki?
Myślę, że tak. Wydaje mi się, że jest tutaj duży potencjał.
Oczywiście to będzie bardzo indywidualne. Są osoby, które będą chciały się nauczyć i wykorzystają AI jako pomoc. Będą też takie, które będą próbowały wykorzystać ją do wszystkiego i ograniczyć własny wysiłek. Tacy ludzie zawsze się znajdą.
Dlatego wydaje mi się, że najważniejsze jest nie samo ograniczanie dostępu do AI, tylko nauczenie uczniów, kiedy i jak warto z niej korzystać. Bo jeżeli spojrzymy na to, jak będzie wyglądała ich przyszła praca, to bardzo trudno sobie wyobrazić, że będą funkcjonować bez takich narzędzi. Nie ma sensu przygotowywać ich do świata, w którym AI nie istnieje, skoro ten świat już się skończył.
Jednocześnie korzystanie z AI nie oznacza, że człowiek nie musi niczego wiedzieć. Jeżeli nie rozumiesz problemu, który próbujesz rozwiązać, albo nie potrafisz ocenić odpowiedzi, którą dostajesz od modelu, to samo narzędzie niewiele ci pomoże. Możesz dostać bardzo przekonującą odpowiedź i nawet nie zauważyć, że jest błędna.
Dlatego chciałbym, żeby uczniowie umieli zarówno korzystać z AI, jak i samodzielnie myśleć. Nie chodzi o wybór: albo jedno, albo drugie. Chodzi o to, żeby jedno wspierało drugie.
Czyli nie chcesz ich uczyć funkcjonowania bez AI. Chcesz ich nauczyć funkcjonowania z AI, ale tak, żeby nadal wiedzieli, co właściwie robią.
Dokładnie. AI może bardzo dużo za nas zrobić, ale najpierw musimy wiedzieć, czego od niej chcemy i umieć ocenić, czy to, co dostaliśmy, ma sens.
Po trzech tygodniach trudno jeszcze powiedzieć, czy ten eksperyment działa. Czy jest jednak coś, czego już teraz jesteś szczególnie ciekawy?
Myślę, że bardzo dużo pokażą projekty. Kiedy uczniowie dostaną bardziej skomplikowane problemy do rozwiązania, zobaczymy, jak radzą sobie z nimi przy wykorzystaniu AI. Wtedy będzie można powiedzieć znacznie więcej.
Dobrym momentem na pierwsze poważniejsze wnioski będzie styczeń. Mam też nadzieję, że dużo dowiemy się z ankiet, które będziemy przeprowadzać wśród uczniów.
Czyli na razie bardziej obserwujesz niż oceniasz?
Zdecydowanie. Jest jeszcze za wcześnie na dalekosiężne wnioski.
Ta ścieżka jest jednym z pierwszych takich eksperymentów z nauką programowania i AI w polskiej szkole publicznej. Masz poczucie, że bierzesz udział w czymś ważnym?
Nie wiem, czy powiedziałbym, że piszę historię. Wydaje mi się po prostu, że trzeba odkrywać nowe możliwości i się rozwijać. Wszystko musi iść do przodu, szczególnie szkoła. Nie możemy zostać w tyle.
Musimy pokazywać uczniom, jakie są możliwości, ale też wskazywać, co jest dobre, a co złe. Zwłaszcza teraz, kiedy możliwości AI są tak ogromne.
Kiedyś, żeby zostać grafikiem komputerowym, trzeba było przez wiele miesięcy uczyć się konkretnych programów i mieć pewne umiejętności artystyczne. Dzisiaj wystarczy mieć dostęp do odpowiedniego modelu i można wygenerować grafikę, wpisując odpowiednie polecenie.
Możliwości są ogromne, ale trzeba nauczyć się je jakoś okiełznać.
Czyli nie chodzi tylko o nauczenie uczniów kilku nowych narzędzi. Chodzi o to, żeby szkoła nauczyła ich funkcjonować w świecie, w którym takie narzędzia będą coraz bardziej oczywiste.
Dokładnie. Na poważniejsze wnioski jest jeszcze za wcześnie. Teraz pozostaje nam obserwować, eksperymentować i zobaczyć, co wydarzy się w kolejnych miesiącach.
Mam nadzieję, że uda nam się osiągnąć taki sukces, że ktoś to zauważy. Może nawet Ministerstwo Edukacji dostrzeże, że takie zmiany są potrzebne.
Tell us your story. It could be next.
A few lines about the work is enough. If it fits, we will set up a call from there.
Write to us